Reklama
  • Czwartek, 30 października 2014 (08:00)

    Jak zmienić zawód?

Wiola, 36 lat, przygotowuje się do zmiany zawodu

Boże, czego ja w życiu nie robiłam! – wzdycha Wiola, energiczna brunetka przy kości. I zaczyna wyliczać na palcach. – Zaczynałam jako akwizytor reklam, byłam nauczycielką w podstawówce, instruktorem nauki jazdy i prowadziłam świetlicę w domu kultury.

Potem stwierdziłam, że pójdę na swoje i wydzierżawiłam stołówkę dla pracowników banku. A kiedy mi się znudziło, dałam się namówić koleżance na spółkę cateringową. Dorabiałam też strzyżeniem psów rasowych. A w ogóle z wykształcenia jestem polonistką.

Reklama

Problem Wioli polega na tym, że nigdzie nie wytrzymała długo. Trzy lata prowadzenia stołówki to jej rekord. Dawniej się tym nie przejmowała, bo jako beztroska dwudziestolatka dała sobie prawo do poszukiwań. Zawsze podobał jej się zachodni obyczaj podróży dookoła świata tuż przed podjęciem pracy: – To takie symboliczne pożegnanie z młodością. Człowiek poznaje ludzi, różne kultury. A przez ten czas układa sobie w głowie i wraca pewny tego, czego chce.

Ja po dyplomie nie miałam żadnych zobowiązań, chciałam się głównie bawić. Ktoś mi dokuczył, szef nie dał trzytygodniowego urlopu? No to mówiłam „do widzenia!”.

Ale na trzydzieste piąte urodziny zrobiłam bilans i wyszedł na minus. To, że nigdzie nie zagrzałam miejsca, nie zawsze było winą złego szefa albo marnych zarobków. Po prostu nie odnalazłam się w żadnej roli.

Myślałam, że spontaniczność to moja zaleta

Wiola nie potrafi określić, do czego właściwie się nadaje. – W każdej pracy były rzeczy, których nie cierpiałam. Najbardziej męczyłam się chyba w podstawówce. Dzieciaki wyprowadzały mnie z równowagi, nie umiałam zdobyć się na cierpliwość. W szkołach króluje biurokracja, więc wiecznie wypełniałam jakieś arkusze, zamiast skupić się na lekcjach. Choć nauczycielką byłam chyba niezłą, bo gdy prowadziłam kursy nauki jazdy, uczniowie mnie chwalili. Ale na tym rynku konkurencja jest ogromna, a chłopcy wolą jeździć z mężczyznami niż z babą. Nie utrzymałabym się.

Wiola stoi teraz przed ważną decyzją, bo musi szybko wymyślić kolejny plan na życie. Pokłóciła się ze wspólniczką i zamierza znowu odejść z pracy.

– Połączyłam siły z osobą, która ma całkiem inne podejście do biznesu niż ja. To też uświadomiło mi, że do tej pory działałam spontanicznie, bez przygotowania. Kiedyś uważałam, że to moja zaleta, dziś nie jestem tego taka pewna. Znajoma doradziła, żebym skorzystała z pomocy coacha, który pomaga w poszukiwaniach nowego zajęcia. Po pierwszym spotkaniu lekko się podłamałam, bo ta kobieta powiedziała, że na pierwszy rzut oka moje CV nie budzi zaufania. I w żadnym zawodzie nie zdobyłam jeszcze solidnego doświadczenia.

Ale potem dodała, że ze swojej bujnej przeszłości mogę wyciągnąć cenne wnioski. Pytała o moje mocne strony, największe sukcesy i porażki. Dzięki niej zrozumiałam, że zamiast skakać z kwiatka na kwiatek, pora coś zbudować. Mam nadzieję, że ze wsparciem coacha lepiej przygotuję się do nowego etapu życia. Już nie będę zdawać się na przypadek.

Lepszy stary wróg niż skok w nieznane

To nieprawda, że najtrudniejsze jest zdobycie pierwszej posady. Okazuje się, że jeszcze bardziej skomplikowane bywa poszukiwanie kolejnego zajęcia, zwłaszcza kiedy utracimy poprzednie. Dzieje się tak, ponieważ mamy świadomość popełnionych wcześniej błędów, a to paraliżuje. Porażki podkopują nasze poczucie własnej wartości.

Na dodatek polscy pracodawcy odnoszą się podejrzliwie do CV, z którego jasno wynika, że kandydat nie przywiązywał się nadmiernie do jednego miejsca pracy. Nieufnie traktują też osoby wymieniające w swym życiorysie wiele niepowiązanych ze sobą stanowisk.

I choć niektórzy radzą, by CV przyciągało uwagę nietypową formą graficzną lub stylistyczną, wśród szefów panuje przekonanie, że czasem maskuje ono brak kompetencji i wymiernych osiągnięć. Dużo odporności psychicznej, konsekwencji oraz dobrego pomysłu na siebie wymaga również całkowita zmiana zawodu.

Tym bardziej, że Polacy nie są wcale skłonni do ryzyka. Nawet gdy widzimy, że w firmie źle się dzieje, a praca przynosi nam więcej stresu niż zadowolenia, wolimy przeczekać.

Bo jak przyznają badani przez Instytut Sedlak & Sedlak, nie mamy gwarancji, że zmiana wyjdzie nam na dobre, a lepszy stary wróg niż skok w nieznane. Gotowość do takiego kroku deklaruje zaledwie 12 proc. z nas. Jednak specjaliści są przekonani, że wraz z poprawą sytuacji na rynku odważnych będzie przybywać.

Dobrym sposobem na przygotowanie się do zawodowej rewolucji jest metoda małych kroków. Warto o niej wcześniej rozmyślać, zastanawiać się nad możliwościami, pytać znajomych, czy mogą nas zarekomendować. Bądźmy na bieżąco: regularnie przeglądajmy ogłoszenia, wysyłajmy do firm zaktualizowane na jej potrzeby podania.

Lepiej rozglądać się za nowym zajęciem wtedy, kiedy jesteśmy zatrudnieni. Bo gdy stajemy się bezrobotni, nasze szanse na ponowne zatrudnienie maleją dwukrotnie.

23 proc. Polaków zmienia firmę z własnej woli co 2-3 lata. Jednak większość z nas pracuje w jednym miejscu dłużej niż pięć lat.

Komu i jak może pomóc dobry coach?

Olivia: Z kim pani pracuje?

Justyna Ciećwierz, coach kariery: Z osobami, które chcą powrócić do pracy po nieobecności spowodowanej np. urodzeniem i wychowaniem dziecka. Z tymi, którzy czują się wypaleni albo mają złe doświadczenia związane z mobbingiem. Coach wspiera także ludzi pragnących rozwinąć własną działalność. Może pomóc im ocenić, czy są na takie wyzwanie gotowi.

O.: Jak to się robi w praktyce?

J.C.: W większości przypadków chodzi o uświadomienie sobie własnych talentów i mocnych stron, a to oznacza także odbudowanie poczucia własnej wartości. Gdy pytam kobiety o ich dokonania lub sukcesy, często mają pustkę w głowie. To nie znaczy, że niczego nie osiągnęły. Po prostu nie potrafią zobaczyć się w odpowiednim świetle, a potem tego zaprezentować. A to bardzo ważne. Bo bywa, że posadę dostają niekoniecznie ci, którzy najlepiej do niej pasują. Często są to ludzie mający w małym palcu technikę autoprezentacji. Dzięki niej wygrywają z lepszymi kandydatami.

O.: Pani ich tego uczy?

J.C.: Uświadamiam im, że na każdą rozmowę o pracę dobrze jest przyjść z konkretną propozycją dla ewentualnego przyszłego szefa. Pokazać mu, co potrafię i co mogę zrobić dla firmy. Nie stawiać się w biernej roli osoby przepytywanej. Na takich spotkaniach nie jesteśmy tylko petentem proszącym o szansę. Zawsze powtarzam klientkom, że to także casting na szefa. Bo może wcale nie będziemy chciały współpracować z człowiekiem, który wyznaje obce nam wartości. A nawet jeśli się u niego zatrudnimy, długo razem nie wytrzymamy.

O.: Podczas kryzysu takie kwestie jak wspólne wartości nie stają się mniej ważne?

J.C.: Niekiedy może nam się wydawać, że są rzeczy bardziej istotne jak stałe zatrudnienie, regularna pensja. A potem wpadamy w depresję, bo tracimy poczucie sensu, gdy nasze potrzeby nie zostały zaspokojone. Spora część moich klientek przyznaje, że fatalnie się czuje w firmach, gdzie panuje rywalizacja, a konfrontacje są na porządku dziennym. Zależy im na harmonii i przyjaznej atmosferze. I na tym, by pracę dało się pogodzić z życiem osobistym.

Olivia
Więcej na temat:to ja | Nie | Pani | problem | olivia | Justyna

Zobacz również

  • Mąż w październiku ub. r. skończył 63 lata. Czy w związku z tym, że ma problemy ze zdrowiem (choruje na cukrzycę), może liczyć na jakieś specjalne przywileje w pracy? – pyta Henryka z Wrześni. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.